Książka

Pozycja dla mam w stanie błogosławionym, ich partnerów oraz dla wszystkich innych, którzy chcą się dowiedzieć, w jaki sposób na świat przychodzić CHCĄ dzieci.

Tajemnica narodzin.
Poród lotosowy

Książką przedstawia wiele kluczowych faktów, jakie powinny być powszechnie znane i dopełniają naszą, jako społeczeństwa, wiedzę o tym, jak myślimy o porodzie i roli kobiety w porodzie. Jeśli czytelnicy zastanowią się chociaż przez chwilę nad przesłaniem tej książki, to może mieć to fundamentalny wpływ na rodzenie się nowego pokolenia bez przemocy, ale w miłości i zaufaniu do Natury.

O książce w mediach

Zapisz się na mój bezpłatny newsletter i odbierz rozdział książki „Tajemnica narodzin – Poród Lotosowy

* Podając swój adres e-mail, będziesz otrzymywać moje najlepsze wskazówki, informacje o produktach i promocjach, jakie dla Ciebie przygotowałam. Zgodę można w każdej chwili wycofać, a szczegóły związane z przetwarzaniem Twoich danych osobowych znajdziesz w Polityce prywatności

Poznaj historię Zofii i jej Lotosowego dziecka

Pamiętam, gdy pierwszy raz zobaczyłam film „Narodziny, jakie znamy” Eleny Tonetti-Vladimirovej. Byłam już wtedy w związku z moim przyszłym mężem i ojcem naszych dzieci. Zobaczyłam, jak inaczej można podchodzić do momentu poczęcia i porodu, zdałam sobie sprawę, jak ważne i kształtujące nasze życie jest to początkowe doświadczenie. Po filmie siedziałam oblana łzami, bo poczułam głębokie poruszenie w sercu. Wiedziałam, że ja również chcę sprowadzić moje dzieci na świat najłagodniej, jak to możliwe, w atmosferze uważności i miłości. Dopiero kilka lat później trafiłam na książkę Shivam Rachany „ Narodziny w nowym świetle. Lotosowy poród”. Podobnie jak ten film, ona również poruszyła we mnie jakieś struny, sprawiając, że poczułam naturalność i piękno tego lotosowego procesu. Przemawiały do mnie informacje mówiące o tym, że dziecko i placenta — poprzez to, że rozwijają się z tej samej komórki — energetycznie sq jak bliźnięta. Rezonowało ze mną, że istnieje między nimi jakaś tajemnicza więź i ważne jest nie tylko to, aby pępowina przestała pulsować przed jej odcięciem, ale również że istotne jest, by pozwolić dziecku w swoim czasie pożegnać się z „przyjacielem „, z którym było w łonie przez tak długi czas. Krew, która wraca z łożyska do maleństwa to jedno, a drugie, bardziej
subtelne, że następuje wtedy przekazanie mu reszty informacji i energetycznego potencjału. Gdzieś w środku czułam, że taki sposób przywitania dziecka jest czymś najlepszym, co mogę dać na starcie.
Kiedy okazało się, że jesteśmy w ciąży, wiedzieliśmy, że chcemy rodzić lotosowo w domu. Gabrysia przyszła jednak na świat w innych, szpitalnych warunkach i musiała ze swoją placentą pożegnać się bardzo szybko. Cieszyło mnie, że mogliśmy chociaż zabrać łożysko do domu. Zamroziliśmy je, a kiedy przyszedł odpowiedni czas, zakopaliśmy je w ziemi u nas na wsi i posadziliśmy na nim drzewo. Było to dla mnie ważne, że placenta wróciła do domu, a nie została wyrzucona do śmieci. Czułam, że na jakimś energetycznym poziomie może wspierać Gabrielę gruntującą mocą pochodzącą od Matki Ziemi.
Będąc w drugiej ciąży, wiedzieliśmy, że szanse na powitanie córeczki w domu są dużo większe. Mieszkaliśmy już w wolno stojącym domu (co zdejmowało z nas troskę o sąsiadów), a i doświadczenie pierwszego porodu mnóstwo w moim życiu zmieniło. Kiedy poród zaczął się już w domu, wiedziałam, że i tutaj się skończy. Oboje z mężem byliśmy pewni, że chcemy jak najmniej ingerować w naturalny proces narodzin.

Łożysko urodziłam po dwóch godzinach. Dopiero wtedy zobaczyłam, że placenta rzeczywiście należy do dziecka, a nie do matki.

Mnie bardzo zależało na tym, żeby powitać na tym świecie małą lotosową istotkę. Liczyłam na to, że nasza córka również ma taki plan. Wiktoria urodziła się w domu, w wodzie, przy blasku ognia palącego się w kominku, w atmosferze radości, spokoju i miłości. Tuliłam ją w swych ramionach w porodowym basenie, czując jak łączy nas jeszcze pępowina. Wtedy dołączyła do nas Gabriela (3 lata), która właśnie się obudziła. Była bardzo szczęśliwa, widząc swoją siostrę i ten niezwykły, błękitnawy sznur, który kończył się jeszcze w moim ciele. Łożysko urodziłam po dwóch godzinach. Dopiero wtedy zobaczyłam, że placenta rzeczywiście należy do dziecka, a nie do matki. Ja, mąż i starsza córka przyłączyliśmy się do położnej i uważnie oglądaliśmy łożysko. To był niezwykły widok, placenta razem ze swoimi żyłkami wyglądała dosłownie jak rozgałęzione drzewo, a pępowina stanowiła tu pień i korzeń łączący Wiktorię z tym Kosmicznym Drzewem Życia.
Czuję, że te lotosowe narodziny dały nam czas, zarówno małej, jak i mnie, na spokojne „ lądowanie ” po porodzie. Pierwsza noc była wyjątkowa i pamiętam ją do dziś. Spałam z Wiktorią w pokoju na dole, ponieważ było tam tropikalnie cieplutko. Mąż z Gabrysią spali na górze w sypialni. Leżałam z córką w łóżku, patrząc w ogień w kominku i na cienie na suficie. Co chwilę przysypiałam i budziłam się, słuchając, jak palone drzewo trzaska swe niezwykłe opowieści. Cieszyłam się tą ciszą i czasem zatrzymanym w miejscu. Delektowałam się tym byciem w „zawieszeniu” pomiędzy światami. Przez chwilę pomyślałam: „Szkoda, że nie ma z nami Dawida„, ale poczułam, że to dalszy ciąg porodowego procesu, że coś się dopełnia i niezbędne jesteśmy do tego tylko my dwie.
Razem z małą powoli osiadałyśmy w ciele, ona w swoim, ja w swoim. Takie trwanie w wieczności z cudownym, pachnącym dzidziusiem przy sercu było magiczne i niezwykle poruszające.
W ciągu dnia córeczka leżała na łóżku połączona ze swoją placentą, a my cichutko czuwaliśmy przy niej. Co prawda, opieka nad Wiką — karmienie, trzymanie na rękach i przewijanie — stwarzały nieco więcej zachodu, ale byłam przekonana, że wszelkie korzyści dalece przewyższają nasz dyskomfort i trud z tym związany. Mała dużo spała i była niezwykle spokojna, kiedy się budziła; trochę taka jeszcze nieobecna, fruwająca gdzieś w swoich przestrzeniach. Jestem przekonana, że gdyby nie było z nami placenty, zaprosilibyśmy już wtedy najbliższą rodzinę, żeby pokazać córeczkę. A tutaj i tak nikt raczej nie brałby jej na ręce, bo jak? Dzięki temu w domu były spokój i bliskość tych najważniejszych dla dziecka osób — mamy i taty.
Piątego dnia razem z mężem i starszą córką bawiliśmy się przy Wiktorii i rozmawialiśmy z nią. Na chwilę poszliśmy wszyscy do kuchni. Wika zawołała nas głośno i wyraźnie. Pobiegliśmy sprawdzić, co się stało, a ona — patrząc na nas — zaczęła machać stópką i zdecydowanym ruchem pociągnęła nóżką za pępowinę, odrywając ją od swojego ciała. Popatrzyliśmy po sobie i zrobiliśmy wielkie oczy. „Wow, mała zawołała nas, żebyśmy mogli być świadkami jej pożegnania z placentą” — powiedziałam.

Od tego momentu widać było wyraźnie, że „wylądowała”
i jest już po tej stronie.

Nasza radość była ogromna, biegaliśmy po pokoju w podskokach i czuliśmy, jakby Wiktoria urodziła się po raz kolejny, albo raczej do końca. „Hura! Można już brać ją normalnie na ręce” — dodał tata. Przybiegła moja mama, która również była z nami od momentu porodu, i wszyscy razem świętowaliśmy przybycie małej na Ziemię. Od tego momentu widać było wyraźnie, że „ wylądowała ” i jest już po tej stronie.
Ciekawa jestem, jak dalej będą objawiały się w jej życiu te lotosowe narodziny? Ale nawet gdyby nie miały już mieć żadnego wpływu (w co wątpię), to warto było podarować jej taki start, choćby dla tego, czego mogliśmy doświadczyć do tej pory.
Zofia Rzepecka
mama Gabrysi i Wiktorii urodzonej Lotosowo

” Poród o ile tylko kobieta pozwoli sobie na to, jest stanem uwolnienia jej wewnętrznej, pierwotnej mocy. Jeśli chce ona rodzić naturalnie i świadomie, to ominie wszystkie przeszkody stojące na jej drodze. Ja czułam, że jestem w stanie błogosławionym i jeśli się tylko otworzę, proces narodzin popłynie naturalnie, niczym rzeka, bez konieczności ingerencji ze strony ludzkiej cywilizacji. Będzie to mój poród, a nie lekarzy, położnej czy kogokolwiek innego. Tak jakbym miała stojące za sobą rzeszę moich matek, babek i prababek, szeptunek życia na ziemi. „

KATARZYNA / UCZESTNICZKA DOULA I MAMA LOTOSOWEGO DZIECKA

” Kiedy znajoma zapytała mnie, po co w ten sposób? Przemówiły do mnie dwa argumenty. Fizyczny — żeby pozwolić krwi dziecka wrócić do niego z łożyska, nie narażać na stres i wysiłek odbudowy utraconej przez odcięcie pępowiny krwi. I duchowy — dzieci lotosowe są pełne. I jeszcze trzeci — żeby pozostawić samemu dziecku decyzję o pożegnaniu się z tym pierwszym przyjacielem, gdy będzie na to gotowe. I właśnie dlatego i po to podarowałam moim dzieciom lotosowe narodziny — z szacunku do każdego z nich jako pełnego, odrębnego bytu, który od początku jest w stanie decydować o sobie. „

KAROLINA / MAMA WERONIKI I DAWIDA, URODZONYCH LOTOSOWO

” W dzisiejszych czasach ciąża i poród są postrzegane jako stany wymagające wsparcia farmakologicznego. Wiara w moc szpitalnych procedur jest tak silna, że nawet kobiety, które pragną urodzić naturalnie, ostatecznie poddają się jakiejś interwencji medycznej. Jakość narodzin decyduje o jakości życia człowieka i zbiorowo o jakości społeczeństwa. Ten prosty fakt był znany i praktykowany w kulturach wschodnich. Dzisiaj nauka na nowo odkryła i udowodniła, że interwencje medyczne mają daleko sięgający, negatywny wpływ na zdrowie fizyczne i emocjonalne dziecka. Książka „Tajemnica narodzin. Poród Lotosowy” przedstawia badania naukowe, obserwacje i doświadczenia lekarzy, położnych, psychologów oraz matek w sposób klarowny i przejrzysty, wyjaśnia, dlaczego warto wspierać procesy fizjologiczne. Polecam lekturę wszystkim przyszłym rodzicom „

PREETI AGRAWAL / DOKTOR NAUK MEDYCZNYCH, SPECJALISTA II STOPNIA GINEKOLOGII I POŁOŻNICTWA. PREZES FUNDACJI KOBIETA I NATURA, ZAŁOŻYCIELKA PIERWSZEGO W POLSCE OŚRODKA LECZENIA INTEGRACYJNEGO.

” Musimy ponownie odkryć, czym mogą być narodziny, gdy nie zostaną zakłócone wpływami kulturowymi. Potrzebujemy punktu odniesienia, od którego nie powinniśmy się zbyt oddalać. Narodziny lotosu są właśnie takim punktem. „

MICHAEL ODENT / ŚWIATOWEJ SŁAWY LEKARZ-POŁOŻNIK, AUTOR KSIĄŻEK

Odkryj książkę, która zmieni
Twoje myślenie
na zawsze
Nie tylko dowiesz się, czym jest Poród Lotosowy, ale poznasz również niezwykłe fakty, które pozwolą rozwijać się Twojemu dziecku w sposób wyjątkowy.